Pora na dalszą część naszych testów 🙂

Gazel Horse Team

Na przełomie lutego i marca przyszła do mnie paczka z próbkami produktów Sabella. Ich założeniem jest nadanie sierści ładnych, kolorowych i błyszczących wzorów, na przykład na sesje zdjęciowe, czy zawody pony games. A jak to się sprawdziło w praktyce? Zaczynamy!

Niestety nie jestem w stanie wypowiedzieć się o sprayach do grzywy – nie było ich widać ani na jasnej, ani na ciemnej grzywie. Myślę, że są nieco za mało napigmentowane. Przeszkadzał mi też nieco octowy zapaszek.
Lepiej w testach wyszły żele do malowania na sierści. Najlepszy pigment okazał się mieć kolor srebrny, niebieski i fioletowy. Były one bardzo ładne, miały fajną głębię koloru. Zaciekawił mnie kolor „różowy”, który uwielbiam. Po nałożeniu na sierść stawał się… zielony. Nie jest to ani na minus, ani na plus, aczkolwiek jeśli ktoś pragnie różowego żelu, to może się nieco zawieść 😛
Moje serce podbił srebrny. Najlepiej wyglądał na siwym kucyku – Arizonie. Mimo jej umaszczenia, srebrny wyglądał bardzo dobrze. Może dlatego, że był subtelny, delikatny i było widać jedynie przebłyski srebrnego brokatu.


Zaraz po nim sklasyfikował się fiolet. Bardzo głęboki i mocno napigmentowany. Bez problemu za jednym pociągnięciem palca, tworzyła się smuga bez prześwitów sierści konia.
Potem niebieski i złoty – z nimi historia podobna. Bardzo dobra pigmentacja i łatwość rozprowadzania.
Zaintrygował mnie ten „niby róż”, jednak raczej byłabym zirytowana, gdybym kupiła różowy żel, a po nałożeniu widziała zieleń.
Najmniej spodobał mi się czerwony. Był bardzo słaby, musiałam nałożyć go bardzo dużo, by było go widać.
W żelach niestety zapach był ten sam, a nawet jeszcze bardziej ostry. Moim zdaniem fajnie by było, gdyby producent dodał do produktu trochę jakiegoś naturalnego aromatu, nakładanie byłoby o wiele bardziej przyjemne.
Jeśli chodzi o zmywanie żeli z sierści – z tym nie było większego problemu. Wystarczyła ciepła woda, szare mydło i gąbka, a po wyschnięciu i utworzeniu się zaklejki, przeczesanie jej jakimś zgrzebłem albo Magic Brushem.

Jeśli chodzi o stosunek ceny do jakości:
Uważam, że produkty nie są jeszcze do końca dopracowane i jak na razie zasługują na nieco niższą cenę. Tak jak wspominałam, dodałabym jakiś naturalny aromat, który umiliłby użytkowanie mazideł, a spray powinien otrzymać lepszy pigment. Na razie są wg. mnie troszkę za drogie, zważając na te kilka mankamentów. Po dopracowaniu tych elementów, będą warte swojej ceny w 100% 😉


Podsumowując:
Żele Sabella to fajna alternatywa dla zwykłych farbek na sesję lub zawody na luzie. Są bardziej i mniej napigmentowane kolory, ale tego zazwyczaj się nie ominie 😛
Psikaczy niestety nie było mi dane przetestować, naprawdę nie wiem, może robiłam coś źle.
W obu produktach można wyraźnie wyczuć octową woń, ale jeśli komuś to nie przeszkadza, to myślę, że jestem w stanie polecić żele 🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *